Nie każdy może powiedzieć, że żyje drugim życiem - lepszym, bo zdrowszym. Życiem, które zostało darowane bezinteresownie - w akcie wielkiej miłości do bliźniego, ale i wywalczone wielką determinacją, która trwała 25lat.

Lubię opowiadać, dzielić się swoim doświadczeniem i przeżyciami z innymi. Lubię pomagać i wspierać. Ponoć potrafię to opisywać. Stąd ten blog...

Zapraszam!

środa, 16 marca 2011

Rena (*)

Trudno po tak długim czasie napisać pierwsze słowa. Mój brak obecności tutaj mógłby trwać jeszcze dłużej, bo tak naprawdę nadal nie czuję się do końca gotowa, żeby zacząć pisać…

Każde napisane zdanie wydaje mi się głupie. Piszę i skreślam… trudno się na nowo otworzyć.

Zmarła mi najbliższa osoba, która walczyła o swój przeszczep - Rena

http://www.youtube.com/watch?v=0ZnkVAhx1Gs


26 sierpnia zadzwonił telefon, że jest dla niej Dawca. Pół nocy płakałam z przerażenia. Cały jej strach przeszedł na mnie. Od tamtej nocy zaczęło się piekło....
Walka o przyjęcie organu trwała do 22 listopada… Kiedy Rene odeszła… wraz z nią odeszła połowa mnie…
Jej odejście jest dla mnie nadal niewyobrażalnym bólem.

Blog był wstępnie pisany z myślą o niej… dzisiaj jest pisany dla każdej innej osoby, która musi się zmierzyć z transplantacją…

Do tej pory tylko Reny przeszczep został odrzucony w tak krótkim czasie… i tylko Rena była tą osobą, która nigdy po operacji nie była wstanie stanąć o własnych nogach i przejść kilka kroków z nowym oddechem.

Dlaczego spotkało to właśnie ją? To i milion innych pytań zadaje sobie bez końca i pewnie nigdy nie będę mogła się z tym pogodzić.

czwartek, 25 listopada 2010

Niebo

Niebo.

Wierzę w Niebo.
Ono jest. Byłam tam nie raz.

Potrzebę błękitnego zna wielu z nas.
Wielkie Niebo, czyste Niebo,
Jasny dach naszych ciemnych spraw.
Osłaniaj nas od złego, od lęku zbaw.

Myśli moje, myśli niespokojne nawet w snach........

Niech żalu i zawiści nie przynoszą

Próbuję zmienić je w zachwytu krzyk (!),
W zdumienie, że jestem jeszcze chwilę........

A Niebo, wieczne Niebo...

Jeśli jest sumą naszych dusz......,
To blisko nam do niego.


Tuż tuż.

(słowa: Anna Maria Jopek)


Rena...(*)

czwartek, 21 października 2010

dzisiaj:-)

Jest już 21 października 2010 r. Wydaje się dawno minęły drugie urodziny. Czas mija jeszcze szybciej. Zbieram się od wakacji, żeby napisać o tym, jak wiele trudnych rzeczy spotkało mnie jeszcze zanim dobrnęłam do tego momentu od chwili powrotu z Wiednia. Chcę to napisać z zachowaniem jakiejś chronologii na tym blogu. Ciągle nie umiem tego poukładać i jakoś zanurzyć się w tamte złe chwile opisując je, żeby jednak nie próbować na siłę koloryzować pewnych faktów. Kurcze, nie było łatwo...nawet po powrocie z Wiednia...zaczęło się new life...a zaczęło się jak stąpanie po lodzie.

Dziś jednak nie chcę smęcić. Smutne dni wole zawsze przemilczeć...

Dziś jest dobrze. Dzisiaj kolejny raz poczułam, że rzeczy niemożliwe mogą stać się możliwe:)

Jutro Marcepan obchodzi swoje drugie urodziny:) Sto Lat Moja Maleńka Dorosła Siostrzyczko!:)

Jutro zaczynam weekend:)

Jutro może znowu spadnie trochę październikowego śniegu:)

Jutro może od nowa się zakocham w tej samej osobie:)

Jutro będzie moje:)

bo przecież "jutro to najpiękniejszy dzień tygodnia":)

czwartek, 30 września 2010

30 września 2010 r.

Dzisiaj obchodzę drugie urodziny…drugi już rok…

Chodzę rozdygotana od kilku dni. Podsumowuje ciągle, co mi się udało do tej pory. Czuję się zobowiązana powiedzieć „zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby ten ostatni rok był jak najlepszy”. Jestem bardzo surowa i wymagająca wobec siebie. Niestety czas ucieka…nie jestem cierpliwa. Szarpię się z wieloma rzeczami i próbuje przyspieszyć momenty w życiu, których nie da się przyspieszyć.
Czy powinnam ciągle się spinać, zamiast pozwolić życiu płynąć własnym prądem? To pewnie jeszcze mój stary nawyk myślenia z przed przeszczepu. Czynię małe postępy…może nawet duże pod tym względem.
Dzisiaj mam przynajmniej 5 pomysłów na to, co chciałabym ruszyć i zmienić w swoim życiu od zaraz. Pomysły nie wystarczą, bo miałam je i w zeszłym roku. Ten rok różni się tym, że jestem gotowa zrobić więcej radykalnym kroków na przód. Jestem silniejsza pod każdym względem.

Urodziny… to dla mnie święto najważniejsze, które podkreśla wartość naszego życia samego w sobie. Obchodzić je 30 września, to składać uroczyste podziękowanie moje, moich bliskich i przyjaciół za ofiarowany dar życia:-)

Na mszy dziękczynnej usłyszałam pierwszy raz, że mój lot do Wiednia odbył się w Święto Trzech Archaniołów… chyba nie muszę pisać, że miałam łzy w oczach ;-)



Dzięki, że jestescie:-)

wtorek, 14 września 2010

dedykacja

Chcialabym jakos podsumowac opisana do tej pory wyrwana czesc mojego zycia. Zastanawiam sie nad tym od dluzszego czasu. Mimo iz od powrotu z Wiednia mienelo prawie 2 lata ciezko jest mi scalic wszystkie swoje odczucia i przemyslenia.

Postanowialam pisac tego bloga z wielu powodów. W trakcie pisania duzo osob pytalo mnie "po co?" i tych odpowiedzi było coraz wiecej i coraz bardziej różnych. Ten blog w pierwszej kolejnosci jest pisany z wdziecznosci jednak od 26 sierpnia 2010 r. chce napisac wprost, ze ten blog do tego momentu był pisany przede wszystkim dla Reny (http://renata.grasoft.pl/).

Dzisiaj Rene walczy o swoje życie w Wiedniu po przeszczepie płuc.

Do teraz ten blog pisany byl dla Ciebie Rena. Wierze w to, ze za pare tygodni, Ty na swoim blogu dopiszesz jak to jest breathing new life...

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Witamy w domu!/ Welcome Home:)

Zajechaliśmy. Wysiadam z samochodu. Moje sąsiadeczki zobaczyły mnie w oknie. Tak jak żegnały się ze mną patrząc jak zamykają się za mną drzwi karetki, która wiozła mnie na lotnisko, tak teraz już nie ze łzami strachu i przerażenia tylko radości, witały się ze mną ciesząc się przeogromnie.

Na podwórko wychodzi mój bart Mikołaj. Szukam babci. Otwieram drzwi do pokoju. Co za niespodzianka! Nie mogę uwierzyć! Są tu moje kuzynki i ciocie. Witają mnie chlebem i solą. Klękam przed chlebem ze łzami w oczach. Z tyłu transparent „Witamy w domu!” Wchodzi moja mama. Wszyscy już płaczemy z radości! Otwieramy szampana! Gra muzyka! Robimy zdjęcia. Wszystko to jest jak sen. …

Wszyscy musieli zjechać odpowiednio wcześnie, żeby przygotować powitanie. Ponieważ zadzwoniłam tak późno ledwo zdążyli się zorganizować. Dostaję prezenty niespodzianki.

Czy można wyobrazić sobie lepsze powitanie?






niedziela, 15 sierpnia 2010

Powrót do domu - cz.2/ back to home - part 2

Na drugi dzień rano do górali w Jaworzynce zjechali Kaszubi- mój wujek i ciocia chrzestni. Po dniu odpoczynku i miłej gościnie u żywieckich górali w niedziele o 8.00 wyruszyliśmy do Kartuz. Do domu!!! Tym razem wszystko na drodze nam sprzyjało. Dojechaliśmy w super szybkim czasie do domu. Nie mogłam uwierzyć, że tak szybko udaje nam się pokonać cała Polskę. Nauczona wszystkimi wcześniejszymi wyprawami byłam pogodzona już z tym, że możemy wracać w nieskończoność. Mogliśmy zjechać ok.21.00 wieczorem a zjechaliśmy o 17.00 i to do samych Kartuz. Miałam łzy w oczach, kiedy dotarliśmy do obwodnicy w Gdańsku. W domu czekała na mnie babcia – o tym wiedziałam. Nie byłam pewna, czy będzie najmłodszy brat, który studiuje, bo mówił, że ma ważne sprawy na uczelni. Drugiego brata nie było, bo przez ten czas, kiedy byłam 3 miesiące w Wiedniu zdążył wypłynąć w rejs i znaleźć się z moim tatą na statku. Miała czekać tylko babcia. Nie chciałam, żeby za długo się denerwowała tym czekaniem, aż dojedziemy, więc zadzwoniłam z samochodu dopiero jak byliśmy 20 km przed Kartuzami. Nie miałam pojęcia, że w domu w tym czasie wybuchła panika.

Każdy zakręt i każdy kilometr był jak osiągnięcie ostatecznego zwycięstwa.
Wracam do domu po przeszczepie płuc. Zaczynam nowe życie.